Info

Więcej o mnie.



Moje rowery
Wykres roczny

Archiwum bloga
- 2014, Maj1 - 2
- 2013, Czerwiec1 - 4
- 2013, Maj1 - 2
- 2013, Kwiecień1 - 4
- 2012, Listopad1 - 6
- 2012, Wrzesień2 - 8
- 2012, Sierpień2 - 7
- 2012, Lipiec3 - 8
- 2012, Czerwiec6 - 13
- 2012, Maj10 - 43
- 2012, Kwiecień9 - 44
- 2012, Marzec7 - 57
- 2011, Październik2 - 12
- 2011, Wrzesień4 - 25
- 2011, Sierpień7 - 44
- 2011, Lipiec11 - 46
- 2011, Czerwiec12 - 86
- 2011, Maj11 - 99
- 2011, Kwiecień12 - 108
- 2011, Marzec14 - 116
- 2011, Luty5 - 29
- 2011, Styczeń5 - 35
- 2010, Październik2 - 10
- 2010, Wrzesień2 - 4
- 2010, Sierpień4 - 10
- 2010, Lipiec14 - 58
- 2010, Czerwiec13 - 23
- 2010, Maj13 - 3
- 2010, Kwiecień7 - 2
Dane wyjazdu:
52.67 km
0.00 km teren
02:27 h
21.50 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:29.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: 633 kcal
Rower:Author
do i z pracy po mojemu
Środa, 13 lipca 2011 · dodano: 14.07.2011 | Komentarze 3
Dawno mnie już nie było rowerem w pracy a, że ostatnimi czasy nogi same się rwą do pedałowania postanawiam wykorzystać fakt, iż kończę pracę wcześniej.Wstaję więc skoro świt i bez żadnego problemu zwlekam się z łóżka. Tylko rower mnie prowokuje do takich porannych pobudek:) Wrzucam coś na ząb i chwilę później pedałuję już w stronę Wielunia, tradycyjnie krajówką. Pogoda idealna, więc jedzie mi się wyśmienicie, jedyny przystanek robię sobie przy pierwszych oznakach żniw.

zaczynają się żniwa© fotoaparatka
W Wieluniu zjawiam się po 44 minutach pedałowania, przebieram się w cywilne ubranie i ruszam stawiać czoło codziennej rzeczywistości. Nie jest to jednak łatwa rzeczywistość. Człowiek nie zdąży odłożyć słuchawki telefonu a ta znów dzwoni.... jak nie jeden to drugi, ani chwili spokoju. Wielka więc jest moja radość kiedy mogę wreszcie uciec od tego wszystkiego.
Wskakuje na rower i od razu świat staję się piękniejszy.
Trasa powrotna, do której wyboru przyczyniło się nasze lokalne radio, wiedzie mnie przez nieznane mi dotąd ulice Wielunia, Widoradz, Olewin, za którym poszukuje stanowiska dokumentacyjneg. Szybko odnajduje poszukiwane miejsca, znajduje się ono bowiem na wzniesieniu, które kusi mnie swym podjazdem. Nie na darmo męczę się z polną drogą, gdyż widok jaki ukazuje się na jego szczycie jest niesamowity. Obok znajduje się ów punkt, jednak obchodząc go z kilku stron nie odnajduję wejścia, które mogło by mnie zaprowadzić do piaskowców. Postanawiam jednak skorzystać z krzaków i przebrać się w lżejsze ubrania, gdyż skwar leje się z nieba a ze mnie pot :)

punkt widokowy Olewin© fotoaparatka
Jeszcze szybkie zerknięcie w mapę i ruszam dalej w kierunku Wierzchlasa. Do wioski wjeżdżam od nieznanej mi dotąd strony , gdzie w końcu mam okazję zobaczyć pomnik, postawiony ku pamięci poległych mieszkańców w czasie II Wojny Światowej.

pomnik_Wierzchlas© fotoaparatka
Tu powoli zaczyna się psuć pogoda. Słoneczne niebo ustępuję coraz wiekszym połaciom chmur, które nie rokują zbyt optymistycznie. Z Wierzchlasa kieruje się na Przycłapy, skąd dalej do Mierzyc.
W lesie odkrywam początek szlaku dydaktycznego, którego ostatnio odnalazłam końcówkę. Po zerknięciu na znajdującą się tam mapkę, stwierdzam, że jest jeszcze kilka punktów do odkrycia.

początek szlaku dydaktycznego© fotoaparatka
Siadam na chwilkę na ławce gdzie zaczynam mieć dylemat, którędy dalej. Kusi mnie droga przy kurhanach, ale to co dzieje się nad moją głową i wiatr, który przybiera na sile podpowiada skrócenie trasy. Rozum bierze górę nad chęciami i w Mierzycach skręcam na Łaszew. Niby z górki ale wiatr tak niesamowicie utrudnia jazdę, iż w pewnym momencie mi się odechciewa.
Przełamuję jednak niechęć, podjeżdżam do Łaszewa a tam już jakoś lżej. Przez wioskę, mimo wiatru udaje mi się szybko przemknąć i dalej żółtym szlakiem docieram do Bieńca Małego, skąd na moje ulubione skrzyżowanie, gdzie skręcam na Bieniec.

Droga do skrzyżowania© fotoaparatka
Z Bieńca kieruję się wśród pól kukurydzy na Kępowiznę, przed którą na chwilę przystaję, by odwiedzić pewne miejsce, przy okazji spotykam dwie bardzo gadatliwe krowy :)

gadatliwe krowy© fotoaparatka

dopływik Warty :)© fotoaparatka
Wśród szumu strumyka wysłuchuje narzekań bydła i wsiadam na rower. Teraz już bezpośrednio kieruję się do domu.
Cel wycieczki zostaje osiągnięty, na moim tegorocznym liczniku wybija 2000 i z tego należy się cieszyć. Żałuję jedynie, że wcześniej nie wysłuchałam audycji radiowej, bo jak się okazuje w Widoradzu ominęło mnie grodzisko....ale ja tam jeszcze wrócę.
Kategoria do i z pracy, sam na sam
Komentarze
uluru | 06:43 wtorek, 19 lipca 2011 | linkuj
Pierwsze zdjęcie jest piękne :) podpisuję się pod słowami Marka coraz więcej złota...
kamiloslaw1987 | 18:22 niedziela, 17 lipca 2011 | linkuj
Faja pierwsza fotka! Jakbyś jeździła zawsze do pracy rowerem i pokonywałabyś taki dystans, to na pewno robiłabyś 10 tys km w roku:)
Komentuj