Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi fotoaparatka z miasteczka Kałuże / Wieluń . Mam przejechane 5730.28 kilometrów w tym 1406.15 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 18.84 km/h i się wcale nie chwalę, bo i nie ma czym :)
Więcej o mnie. GG: 7918088

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Moje rowery

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy fotoaparatka.bikestats.pl
[url=http://zaliczgmine.pl/users/view/332][img]http://zaliczgmine.pl/img/buttons/button-332-black.png[/img][/url]


Darmowe fotoblogi
Wpisy archiwalne w miesiącu

Czerwiec, 2010

Dystans całkowity:386.96 km (w terenie 140.90 km; 36.41%)
Czas w ruchu:23:14
Średnia prędkość:16.66 km/h
Maksymalna prędkość:55.40 km/h
Suma kalorii:1999 kcal
Liczba aktywności:13
Średnio na aktywność:29.77 km i 1h 47m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
31.74 km 17.00 km teren
01:39 h 19.24 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:25.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: 356 kcal
Rower:Author

Siła kompromisu, czyli do Mokrska na grilla

Niedziela, 6 czerwca 2010 · dodano: 06.06.2010 | Komentarze 4

Już od rana trwały w domu spory rodzice chcieli jechać do Mokrska i potrzebowali kierowcy, a ja nie wyobrażałam sobie przesiedzieć takiego pięknego dnia na działce u wujostwa. Każda ze stron twardo obstawiała przy swoim. We wszystkim jednak trzeba szukać kompromisu, więc i w tej sytuacji się znalazł.
Ja pojechałam sobie do Mokrska rowerem a w drodze powrotnej robiłam już za kierowce, natomiast rower jako pasażer tylnego siedzenia. Rodzice szczęśliwi, ja nie do końca usatysfakcjonowana.
Zapakowałam aparat, napełniłam bidon i wyruszyłam leśną szutrową drogą w kierunku Marek. Z Marek na Sołtysy, Wierzbie i Ożarów gdzie zboczyłam z trasy.
Początkowo miałam wstąpić do Muzeum Wnętrz Dworskich ale przypomniało mi się, że gdzieś dalej są przecież Stawy Ożarowskie. W drodze na nie napotkałam prawdopodobnie pozostałości dworskie, tylko szkoda, że niszczeją.
pozostałości dworku w Ożarowie © fotoaparatka

Po krótkim telefonie do brata, który pomógł w odnalezieniu drogi na stawy ruszyłam, no i udało się trafić.
Według tego co wyczytałam na tablicy zbiorniki zajmują 20 ha z czego 14 ha to lustro wody. Ja widziałam dzisiaj tylko dwa stawy, bo komary były dla mnie bezlitosne i zmusiły mnie do szybkiej ucieczki.
Stawy Ożarowskie © fotoaparatka

Kolejnym punktem umyślnym sobie przeze mnie, a który też raczej z trasą do Mokrska nie miał wiele wspólnego, był drewniany wiatrak w Kocilewie. Spotkałam tam też krowę, która nie była do mnie przyjacielsko nastawiona :)
Wiatrak © fotoaparatka

Po "zdobyciu" wiatraka droga miała już tylko prowadzić na działkę w Mokrsku. Z Ożarowa do Zmyślonej, ze Zmyślonej do Komornik no i tu znów zboczyłam z trasy. Kiedy zobaczyłam kierunkowskaz na Motyl nie mogłam się powstrzymać. Ktoś mi kiedyś mówił, że tam tak pięknie jest.... nie dla mnie. Z Motyla wyruszyłam do Mokrska, gdzie czekała już na mnie kawa i ciasto, a wieczorem grill, po którym wystarczyło już tylko zapakować mojego Tosika do auta i ruszyć w kierunku Kałuż. Chociaż szczerze mówiąc wolałabym wracać rowerem, ale jak kompromis to kompromis.
Motto na dziś: Jazda w pampersie bezcenna
widok z Kocilewa © fotoaparatka
Kategoria sam na sam


Dane wyjazdu:
37.34 km 15.00 km teren
02:01 h 18.52 km/h:
Maks. pr.:39.20 km/h
Temperatura:24.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Author

Granatowe źródła zdobyte

Sobota, 5 czerwca 2010 · dodano: 05.06.2010 | Komentarze 1

Cudownie niebieskie niebo, słońce i ciepełko. W końcu pogoda odpowiednia do pory roku. Grzechem było by taki dzień przesiedzieć w domu, w końcu rower też musi zaczerpnąć trochę słońca :) Posadziłam więc tyłek na siedzenie i w drogę. Tym razem rozpoczęłam trasę leśnymi drogami przez Objawienie do Klusek a w nich zjazd na żółty szlak rowerowy. Na mojej mapie miał kolor zielony, ale do braku zbieżności kolorów tras zdążyłam się już przyzwyczaić. Na szlaku krótki postój aby napoić oczy niezwykłą panoramą.
Kluski z widokim na .... © fotoaparatka

Szlak prowadził raz po piachu raz po kałużach, w jednej myślałam, że ugrzęznę ale jakoś się udało. Skończyło się na mokrych butach. Odkryłam jednak dwa pomniki oraz żwirowisko.
żwirowisko © fotoaparatka

Po wyjeździe na asfalt znów napotkałam rozbieżność mapy z rzeczywistością. Zamiast wyjechać w Załęczu Wielkim wyjechałam w Cisowej, a ponieważ to rzut kamieniem od Załęcza Małego i tych nieszczęsnych granatowych źródeł do których z Krzysiem nie dojechaliśmy, ruszyłam w ich stronę.
Trafić nie było trudno. Dojeżdżając jednak do źródeł pomyślałam, że pewnie to jeszcze pozostałości wylanej Warty a ja zboczyłam z trasy. Chwilę później dojrzałam tabliczkę, a rozlewiska okazały się Granatowymi źródłami.
granatowe źródła © fotoaparatka

Zdjęć napstrykałam sporo i niektóre faktycznie oddają granatowy charakter źródeł, jednak nie bardzo nadają się do opublikowania... no cóż może kiedyś tam jeszcze wrócę. Na pewno tam wrócę!
Po raz drugi podróżowałam w "pampersie" i muszę przyznać, że zaczynam się przyzwyczajać do wkładki:)

Dane wyjazdu:
40.10 km 5.00 km teren
02:06 h 19.10 km/h:
Maks. pr.:37.00 km/h
Temperatura:22.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Author

Po raz pierwszy w pampersie

Czwartek, 3 czerwca 2010 · dodano: 03.06.2010 | Komentarze 5

Wyjeżdżając z domu właściwie nie wiedziałam gdzie pojadę. Padło na trzeci staw, jednak po 2 kilometrach dotarło do mnie, że co prawda aparat mam ale bateria ładuje się w domu. Zawróciłam. Przy powtórnym wyruszeniu w trasę postanowiłam opuścić leśne ścieżki a wybrać asfalt. I tak znalazłam się w Załęczu Wielkim. Dojazd na most po powodzi już jest, ale mimo wszystko trzeba brnąć w sporej kałuży.
koń © fotoaparatka

Po moście przyszedł czas na wizytę w Ośrodeku ZHP Nadwarciański Gród. Po powodzi z asfaltu, który niegdyś tam prowadził, niewiele zostało. I właściwie nie wiadomo czy człowiek jedzie po asfalcie czy już po terenie, ale dotarłam.
Nadwarciański Gród © fotoaparatka

W drodze powrotnej zahaczyłam jeszcze o Kluski, bo widok wart jest zboczenia z drogi.
Kluski © fotoaparatka

Po Kluskach Kępowizna a ponieważ bidonie zapanowała susza odwiedziłam także Objawienie, aby zaczerpnąć wody z leśnej krynicy.
Ostatnim punktem stał się trzeci staw, czyli tam gdzie miałam zacząć dzisiejszą wycieczkę. Muszę dodać, że po raz pierwszy jechałam w spodenkach rowerowych z "pampersem". Faktycznie tyłek tak nie boli, ale czy ja się do tego przekonam... pewna nie jestem :)
jolka © fotoaparatka